Drezno-Wrocław 27 06/07/2007, godz. 18:27
Dla nas to dzień pełen mało przyjemnych niespodzianek. Po wczorajszych wtopach udało się zreanimować samochód i w całkiem dobrym nastroju stanęliśmy jako 15 ta załoga na starcie, w bardzo dobrym towarzystwie - przed nami Trasek i Krzysiek Ostaszewski, za nami reszta kolegów z Polski. Na początku trafiło się kilka błedów w nawigacji i żadnym usprawiedliwieniem jest, że bładziła połowa stawki. Po prostu dałem gdzieś ciała, choć metromierze działały już sprawnie po wymianie impulsatora na lince. Trochę adrenalinki, brak czasu na ocenę i... wróciliśmy na start by zacząć ze spokojem. Stratę kilku minut dość szybko udało nam się odrobić, ale w tym paśmie sukcesów na drodze okoniem stanął pasek klinowy a właściwie jego uszkodzenie (czytaj brak ładowania i wspomagania). A wszystko w czarnej dziurze, z której wydobył nas Olek Sahanbiński. Szybko dojechał nasz samochód serwisowy startujący w rajdzie - Arek Kula z Piotrkiem Gryszczukiem wymieniliśmy pasek i dalej w drogę. Nerwowe odrabianie skończyło się efektowną figurą w metrowych koleinach (większość ciężarówek już była na trasie przed nami) a jej skutkiem było odchudzenie auta o lampy i plastiki przodu... została tylko maska. Wyjechać pomogła nam załoga niemiecka, którą kilka dni temu ratowaliśmy częściami w obozie w Trzebieniu. Sprawnie udało nam się ominąć mega korek na dojeździe do próby i pokonać ją po krótkim winchu. Zostało nam niecałe 50 kilometrów do mety gdy znowy strzelił kolejny pasek klinowy i drastycznie szybko zaczęło spadać napięcie w naszej instalacji. Owiane nimbem tajemnicy próby na azymut załatwiliśmy w kilka minut i gnaliśmy dalej. Niestety kolejna przypadłość - pustka pod pedałem hamulca - zmusiła nas do spokojnej jazdy a brak prądu uniemożliwiał dalsze używanie wyciągarki. Ofiarnie pomagał nam Mirek Kozioł - wielkie dzięki!!!! Przed trudną przeszkodą skończył się prąd definitywnie i Mirek poleciał na metę. A my zaczęliśmy szukać prądu i kabli w lesie. Trochę podładowani zrobiliśmy kolejne 10 km i znów padło. Ucieszyło nas gdy zobaczyliśmy nadjeżdżającego Tolaka, ale równie szybko miny nam zrzedły jak odmówił nam holowania przez ostatnie fragmenty trasy. Paręset metrów holowała nas załoga francuska - dla nich to nie był problem, potem znów dostaliśmy prąd i na ostatnich voltach minęliśmy metę... Minęliśmy, bo nie udało się zatrzymać auta przed nią. Po wjeździe pod nasz przytulny namiot na pytanie mechaników czy coś w aucie jest sprawne jeszcze Albert odpowiedział: "My i explony! Resztę trzeba zrobić..."
W bazie nie ma jeszcze tylko Maziego z Bronkiem (Mazurek/Wojtków). Świetnie pojechał Trasek, Krzysiek Ostaszewski i Krecik quadem. Jacek Bujański miał problemy z zawieszeniem i wracał do bazy by je wymienić.. potem mierzył się z ciężarówkami i całą resztą rajdowej wtopy... Bez większych start trasę przejechał Olek i Mirek.
Jutro finał!
« poprzedni następny »